24 maja 2015

"Nigdy nie należy się poddawać"

Sharlotte chwyciła za metalową klamkę pokaźnych rozmiarów drzwi wejściowych, po czym szarpnęła ją, by móc je otworzyć i wejść do środka. Lekcje trwały już od dobrych dziesięciu minut, toteż nastolatka czym prędzej udała się w kierunku odpowiedniej klasy. Pomieszczenie to było średniej wielkości – ściany koloru miętowego idealnie współgrały z białym sufitem oraz sosnowymi ławkami, krzesłami i oczywiście nauczycielskim biurkiem. Tablica, która wisiała za plecami profesora była w standardowym zgniłozielonym kolorze.
– Jest i nasza nowa koleżanka! Szkoda tylko, że nieco spóźniona... – powitał ją nauczyciel.
Poczuła, jak rumieńce wylewają się na jej blade policzki. Może jeszcze była szansa na odwrót? Chyba nie byłoby problemem, gdyby teraz po prostu się odwróciła i wyszła...Wolała jednak nie ryzykować. „Wejście smoka” dostatecznie zrujnowało jej „pierwsze wrażenie”.
– Moi drodzy, Sharlotte z pewnością chciałaby nam co nieco o sobie opowiedzieć. Prawda, panienko Morgan?
– Właściwie to... – zaczęła, lecz profesor niezbyt grzecznie jej przerwał.
– Cu-do-wnie! – sposób, w jaki wypowiedział to słowo, rozdzielając je na sylaby, sprawił, że poczuła się dziwnie. – Słuchamy, słuchamy.
Przeniosła ciężar ciała z lewej na prawą nogę, nerwowo wyłamując palce. Nie była zbyt dobra w publicznych wystąpieniach. W dodatku, nie lubiła o sobie mówić. A tu proszę! Nie dość, że miała się przedstawić to jeszcze dwudziestu-sześciu osobom, nie licząc nauczyciela. Westchnęła.
– Ym, mam na imię Morgan... znaczy się, e... Moje nazwisko to Sharlotte...
„Idealny początek, nie ma co!” – skarciła się w myślach. Postanowiła jednak zacisnąć przysłowiowe zęby i zacząć jeszcze raz.
– Cześć, jestem Sharlotte. Przeprowadziłam się z Nowego Yorku, choć wielka Brytania to moja ojczyzna. Mieszkam z babcią i mam dwa szczury – Filiego i Kiliego.