31 października 2015

"Koszmar na jawie" | Prolog

            Jedenastoletnia Triss Merigold spacerowała leśną ścieżką nieopodal Kaer Morhen – zamczyska, w którym mieściła się Wiedźmińska szkoła cechu Wilka. Jej długie, grube kasztanowe włosy, opadały kaskadami na plecy. Zatrzymując się, co chwilę, dziewczynka podziwiała budzącą się do życia przyrodę. Panowała bowiem wiosna, w uznaniu Triss najpiękniejsza pora roku, która biła na głowę trzy pozostałe. Przystanęła właśnie przy krzaku dzikich róż, gdy zza ogromnych rozmiarów dębu wychylił się siwy łeb, tak dobrze znany Merigold. Geralt z Rivii – choć tak naprawdę Rivem nie był nawet w ¼, ale Rivijski akcent potrafił naśladować doskonale – przyglądał się dziewczynce z ciekawością, zwracając szczególną uwagę na to, w jaki sposób jej delikatne, małe rączki muskały palcami płatki czerwonych, niczym najdojrzalsze jabłko, kwiatów. Triss nie zwróciła na niego uwagi, dopóki nie zawołał z łobuzerskim uśmiechem, przyklejonym do bladej twarzy:
– Mała Merigold!
Podniosła automatycznie głowę, kierując wzrok w stronę, skąd dobiegło wołanie. Na widok rozpromienionego od ucha do ucha wiedźmina, mimowolnie się uśmiechnęła. Pomachała mu rączką, w której  trzymała dopiero co zerwaną różyczkę.
            Chłopiec wyszedł zza dębu i zbliżył się do koleżanki. Miał na sobie luźną lnianą koszulę, skórzane spodnie oraz nieco znoszone już trzewiki. Na jego szyi połyskiwał w blasku słońca srebrny medalion w kształcie łba wilka.
– Nie powinnaś sama spacerować po lesie, to niebezpieczne – zauważył.
– Ach, tak? Niby dlaczego, mądralo?
– No wiesz, to jest dzicz – tutaj wszystko się rządzi  swoimi prawami. Może cię zjeść na przykład jakiś zwierz.
Triss rozejrzała się wokół, lecz nie zauważyła żadnego dzikiego zwierzęcia.
– Niczego tutaj nie widzę. Daruj sobie te żarty – zwróciła się do niego całkiem poważnie.
Geralt również powlókł wzrokiem po lesie, jednak on w odróżnieniu do czarodziejki, dostrzegł coś niepokojącego kilka metrów od nich. Zrobił przerażoną minę.
– Wilk! Triss, wilk! – wrzasnął na całe gardło, a dziewczynka rzuciła się do ucieczki.
Nie oddaliła się jednak za daleko, bo młody wiedźmin zaraz rzucił się w pogoni za nią, udając wycie i warczenie wilka, a robił to tak dobrze, że Merigold, która patrzyła prosto przed siebie, naprawdę myślała, iż goni ją krwiożercza bestia. Przystanęła jednak, gdy rozległ się gromki śmiech kolegi.
            Odwróciła się na pięcie i spojrzała prosto w twarz owemu „wilkowi”, mrużąc gniewnie niebieskie oczy.
– Co ty sobie wyobrażasz, głupku jeden?! – fuknęła, ze złości, aż tupiąc nóżką.
Geralt w odpowiedzi roześmiał się jeszcze głośniej.
            Nagle rozległy się wrzaski, które zlewały się w jedną całość. Triss i Geralt rozejrzeli się, lecz dopiero po chwili w zasięgu ich wzroku pojawili się bandyci, przejeżdżający na koniach przez las. Zmierzali w ich kierunku. Wiedźmin, czym prędzej dobył miecza, jednak zamiast stali w ręku poczuł pustkę, ponieważ wychodząc na spacer nie zabrał ze sobą oręża. Zaklął cicho pod nosem, czując, że robi mu się niedobrze. Spojrzał na towarzyszkę, która wyglądała, jakby miała zemdleć.
– Wszystko będzie dobrze – powiedział do niej, chcąc by się uspokoiła, choć sam czuł, że zaraz ugną się pod nim nogi.
Odwrócił się twarzą do napastników, kiedy jeden z nich – mężczyzna o kilkudniowym zaroście i wielkiej bliźnie, przecinającej jego policzek – zamachnął się mieczem, godząc młodzieńca prosto w pierś i przebijając ją na wylot. Chłopiec upadł na kolana, krztusząc się krwią, po czym bezwładnie osunął się na ziemię. Triss otworzyła malinowe usta i zaczęła krzyczeć.

Kiedy obudziła się zalana potem, nadal krzyczała. Fizycznie dwudziestosześcioletnia Triss Merigold przyciągnęła do siebie nogi, a potem oparła o kolana rozgrzane czoło z poprzyklejanymi do niego kasztanowymi kosmykami włosów. Wzięła kilka szybkich oddechów.
– „To tylko sen, to tylko sen, to tylko sen” – powtarzała w myślach.
Jednak ów koszmar śnił jej się już od trzech miesięcy. Zerknęła z trudem na puste miejsce obok siebie, które wcześniej było zajęte, aż do pierwszego razu, gdy przyśnił jej się ten sen. Zagryzła mocno dolną wargę, powstrzymując wzbierające się w kącikach jej oczu łzy.
Geralt zniknął równe trzy miesiące temu i nadal nie było po nim żadnego śladu.

13 komentarzy:

  1. Ciekawe. Mimo że nie jestem największą fanką Triss, ale!!!
    Mogłabym czytać dalej, a niestety nie mogę. :/
    Będę czekać na kontynuację!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak można jej nie ubóstwiać? No proszę Cię - spójrz na tę kobietę. Cud, miód i orzeszki.
      Dziękuję!

      Usuń
  2. Przyznam szczerze, że mnie wciągnęło *.*
    Nigdy się nie interesowałam Wiedźminem ALE całkiem, całkiem :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, dziękuję <3
      Cieszę się, że wiedźmińskie uniwersum Ci się spodobało.

      Usuń
  3. OH GOD, LIV ;w;; To jest takie super, aż nie wiem co napisać. Odwaliłaś kawał dobrej roboty z tym ff, jestem dumna ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajnie się czyta;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Coś świetnego! *.* Niesamowicie mnie wciągnęło chociaż nigdy nie miałem większej styczności z "Wiedźminem".

    OdpowiedzUsuń
  6. Podoba mi się, lekko się czyta. Nie ogarniam wiedźmińskich klimatów, ale chcę więcej. :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Przyznam,że nie lubię czytać książek a kontakt ze światem wiedźmina miałem tylko w grze komputerowej ale tekst mnie wciągnął chętnie bym więcej przeczytał szczególnie ze się lekko czyta.Liczę na dłuższe opowieści Harley Quinn,ponieważ naprawdę idzie się wczuć i zrelaksować (w końcu o to chodzi ).Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń